Światowy Dzień Młodzieży

relacja niecałkiem obiektywna

ŚDM – relacja niecałkiem obiektywna

Dwie osoby to sprawiły. Jedna zasiała ziarno, a druga ostatecznie mnie zachęciła. I stało się. Znalazłam się w gronie kobiet przygotowujących tegoroczne ekumeniczne nabożeństwo z okazji Światowego Dnia Modlitwy, które odbyło się w naszym kościele 6 marca i przebiegało pod hasłem: „Czy wiecie, co wam uczyniłem?”. Stało to się zupełnie niespodzianie dla mnie samej. Nigdy wcześniej nie byłam na takim nabożeństwie, a co tu dopiero mówić o czynnym włączeniu się w jego przygotowanie. Nie będę tutaj przybliżała idei ani przytaczała historii ŚDM. Każdy, kto chce bez trudu znajdzie te informacje w Internecie albo sięgnie chociażby po najnowszy numer naszego Informatora Parafialnego.

Dla porządku powiem tylko, że nabożeństwo przygotowywałyśmy my, kobiety-przedstawicielki Kościoła Ewangelicko-Metodystycznego, Katolickiego, Zielonoświątkowego i naszego Ewangelicko-Augsburskiego. Spotykałyśmy się u nas na parafii, zawitałyśmy też do pastorówki metodystów, do księdza Ostryka.

Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że na pierwszym dla mnie spotkaniu roboczym ćwiczymy przede wszystkim pieśni przewidziane w tegorocznej liturgii. A gdy później przez moment przewinął się temat strojów i przeczytałam w programie: „kobiety sprawujące liturgię ubrane kolorowo (róż, żółty, turkus, zieleń)”, jęknęłam w duchu. Nie dość, że mam śpiewać, to jeszcze mam być kolorowa? Widział mnie ktoś w różach lub żółcieniach? Całe moje „ja” się przeciwko temu buntowało. Tymczasem pieśni okazały się piękne i śpiewanie ich dało dużo radości, a bycie kolorową na zewnątrz przyszło mi z łatwością, bo w czasie nabożeństwa tak właśnie, radośnie i kolorowo, czułam się od środka.

Okres spotkań i przygotowań to był naprawdę wartościowy i miły czas. Ten czas był dla mnie i myślę, że nie tylko dla mnie, tak samo ważny, jak zwieńczające je nabożeństwo. Nie tylko ustalałyśmy, jak ma przebiegać nabożeństwo, ale także uczyłyśmy się siebie nawzajem. Raz po raz padały pytania: A u was nie macie tego? A u was nie robicie tak? A u was? Padały z ciekawością, zdziwieniem, śmiechem. Zawsze jednak zabarwione sympatią. Nie z niechęcią. Nie na zasadzie nachalnego wytykania tego, co nas dzieli. Z natury podchodzę z dużą rezerwą do nowopoznanych ludzi, a tymczasem w tym gronie odnalazłam się bez trudu. Początkowo wprawdzie padało pytanie: A pani to chyba w zeszłym roku z nami nie było?. Ale gdy na kolejnym spotkaniu niektóre panie witały mnie już po imieniu, poczułam się jak „swoja”. Cały ten czas był także, rzecz jasna, doskonałą okazją, abyśmy zacieśniły więzi my, panie z naszej parafii. Bywało i poważnie, i wesoło. I o to chyba chodzi, aby do ważnych i poważnych spraw podchodzić, doceniając ich wagę i powagę, ale niekoniecznie „na kolanach”.

A samo nabożeństwo? Jedne z początkowych słów tegorocznej liturgii brzmią: ” Pozdrawiamy Was i zapraszamy do wspólnego śpiewania, uwielbiania Boga i modlitwy”. I niech te słowa wystarczą za cały komentarz. Bo tak właśnie było. Mój udział w Światowym Dniu Modlitwy, w nabożeństwie i przygotowaniach do niego jest doskonałym dowodem na to, że coś, do czego początkowo podchodzimy z dużą rezerwą, a nawet w ogóle nie bierzemy pod uwagę, może dać dużo radości.

Elżbieta Jen

  • 2